Jeszcze o zamachu na Kościół - Jędrzej Giertych

Książki Domu Wydawniczego "Ostoja" » Wolnomularstwo, walka z Kościołem Katolickim

Cena:7.00

rok wydania 2002
format A5
str. 57
Wydawca: Dom Wydawniczy ''Ostoja''
ISBN 83-88020-87-0

 

To kontynuacja problematyki zawartej w książce ''W obliczu zamachu na Kościół''. Jędrzej Giertych po raz kolejny w obszerny sposób porusza zagadnienia kryzysu w Kościele po zakończeniu Drugiego Soboru Watykańskiego.


Spis treści

Wprowadzenie
Ocena sytuacji w Kościele
Sobór 
Dzisiejszy świat
Polityka
Kościół prostych ludzi czy Kościół elity?
Ekumenizm
Teologia
Liturgia
Wnioski


Wprowadzenie
 
Dla dobra Kościoła Świętego
W kilka miesięcy po wydaniu książki W obliczu zamachu na Kościół, prezentujemy Państwu kolejną publikację Jędrzeja Giertycha (1903–1992), której celem jest przybliżenie sytuacji Kościoła po zakończeniu obrad II Soboru Watykańskiego. Publikacja ta zatytułowana Jeszcze o zamachu na Kościół, została wydana przeszło siedem lat po poprzedniej na łamach czternastego numeru „Opoki” (Londyn 1977). Także i w tej publikacji J. Giertych pisał o sprawach Kościoła z ogromną troską i przejęciem.

Tym razem Autor pisząc o sytuacji w Kościele w kilkanaście lat po zakończeniu Soboru, zwraca szczególną uwagę na zjawisko, które nazwał „duchem Soboru”, a przez które rozumiał szereg przemian w Kościele, które nie zostały wprowadzone przez II Sobór Watykański, lecz przez „ruchliwe, reformatorskie mniejszości i kliki”, które często wypaczyły i przekreśliły decyzje Soboru. O które przemiany chodziło? Powtórzył przede wszystkim postulat zlikwidowania łaciny w liturgii, którego nie podjął sam Sobór, gdyż decyzja zapadła już po jego zakończeniu, a jak podkreślił Autor, nawet wbrew uchwałom Soboru. Giertych podkreśla jednak te przemiany, które zainicjowały wspomniane „kliki i mniejszości”, a których Kościół nie zatwierdzał. Chodzi m.in. o skasowanie w niektórych miejscach Spowiedzi Świętej oraz przyjmowanie Komunii Świętej na rękę, a nie do ust, co jednak Kościół w końcu uznał, choć tej formy nigdy nie pochwalał i nie pochwala. Giertych słusznie zauważył już wówczas, a co obserwujemy także i w chwili obecnej, iż wszelkie tego typu „reformy i przemiany” nigdy nie wychodziły od szerokich rzesz wiernych, lecz od tzw. postępowych katolików świeckich i części duchowieństwa, która narzucała ich przyjęcie wiernym. Nigdy nie były to reformy „od dołu”, reformy oczekiwane i niezbędne. Te elementy, jak i pęd do przystosowywania Kościoła do zmieniającej się rzeczywistości, żądania odejścia Kościoła od polityki, celowe odejście od zasad etyki katolickiej w podstawach prawnych państwa i walka z nimi, to tylko niektóre fragmenty tego co nazwano wówczas „duchem Soboru”. Giertych odpowiada na te, jak i na szereg innych zarzutów tym, iż takie usadowienie Kościoła jest sprzeczne z Jego tradycją i Jego zadaniami wytyczonymi Kościołowi przez Jego Założyciela. Autor przypomina, że Kościół nie może się światu poddawać, lecz że powinien zdobywać go i zmieniać.

To o czym pisał J. Giertych przeszło trzydzieści i dwadzieścia lat temu, a co zawarł na kartach prezentowanych przez „Bibliotekę Wszechpolaka” książek, jest aktualne także dzisiaj w trzecim tysiącleciu. Niezmiernie aktualny jest szczególnie ten postulat Giertycha, w którym namawia, aby katolicy przestali bać się „świata dzisiejszego” i podjęli walkę o wpływ na życie państwowe. Katolicy są zobowiązani brać udział w życiu publicznym, są zobowiązani dawać dobry przykład jak powinien wyglądać wzorowy polityk czy społecznik, są zobowiązani w końcu do ciągłego, nieustającego ulepszania — wręcz uświęcania swego otoczenia, w którym pracują — bez względu na to, czy jest to praca w radzie parafialnej, osiedlowej, gminnej, czy też są to obowiązki parlamentarne.

Na koniec warto odnieść się także do poglądu Giertycha dotyczącego przyszłości Kościoła, a konkretnie tego, czy ma być Kościołem elit, czy też prostych ludzi. Podkreśla on, że źle się stało, iż po zakończeniu Soboru wierni odeszli od masowych uroczystości religijnych, od manifestowania swej wiary, od pielgrzymek i procesji. Żałował, iż zrezygnowano z tych form pobożności i to znowu pod naciskiem tych świeckich katolików, którzy uznali pielgrzymki i procesje np. Bożego Ciała, za rzekomo nie odpowiadające pragnieniom wewnętrznym, a uznali je jedynie za manifestacje zewnętrzne. Na szczęście sytuacja w Polsce i innych krajach katolickich była i jest zdecydowanie lepsza. U nas nigdy nie zrezygnowano i nie odciągnięto wiernych od pielgrzymek i procesji, podczas których nasze ulice zapełniały się i zapełniają nadal dziesiątkami tysięcy wiernych, którzy przede wszystkim modlą się, a nie tylko manifestują jak by tego chcieli przeciwnicy publicznych wystąpień katolików.

Jednak, aby nie zostawić naszych Czytelników tylko z tymi dwiema publikacjami Jędrzeja Giertycha, w których chłodno i krytycznie oceniał sytuację Kościoła po II Soborze Watykańskim, już niebawem ukaże się książka zamykająca wywody J. Giertycha na temat kryzysu w Kościele. Przełomowym wydarzeniem, które pozwoliło Giertychowi stwierdzić koniec kryzysu w Kościele był wybór na Stolicę Piotrową kardynała Karola Wojtyły jako Jana Pawła II. Ocenia w niej początki pontyfikatu Jana Pawła II, pierwsze pielgrzymki do Meksyku i Polski, pierwszą encyklikę Redemptor Hominis, oraz to, jak sprawnie Papież–Polak zaprowadził porządki w Kościele po rozluźnieniu dyscypliny spowodowanej właśnie „duchem Soboru”. Już dzisiaj zapraszamy serdecznie do zapowiadanej lektury. Zamknie ona trzy częściowy cykl prezentacji poglądów Jędrzeja Giertycha na sytuację w Kościele Świętego po 1965 roku.

Zachęcam do lektury Jeszcze o zamachu na Kościół. Proszę nie zapominać także o poprzedniej książce W obliczu zamachu na Kościół, którą Autor rozpoczął omawianie problematyki posoborowej.

Maciej Twaróg
Redaktor Naczelny „Wszechpolaka”


Wstęp
 
W roku 1969 ogłosiłem obszerną broszurę — prawie książkę — pt. W obliczu zamachu na Kościół. W broszurze tej liczącej 80 stronnic drobnego druku wypowiedziałem pogląd, że ferment, jaki w ostatnich latach obserwujemy w Kościele i w ogóle w życiu katolickim jest w znacznym stopniu rezultatem umyślnej akcji wrogów Kościoła, którzy postawili sobie za zadanie Kościół zniszczyć. Atakują oni Kościół z zewnątrz; także i w ten perfidny sposób, że przy pomocy środków masowego przekazu (prasy, radia, telewizji) rozgłaszają po Kościele informacje nie prawdziwe, lub częściowo prawdziwe, ale zręcznie i złośliwie przeinaczone i wskutek tego szerzą tendencje wrogie Kościołowi i wierze, ubierając je w kształt wiadomości pochodzących ze źródeł katolickich i wręcz kościelnych, a więc wprowadzając w błąd rzesze katolickie, które przecież też gazety czytają i radia słuchają i wskutek tego potrafią nieraz uwierzyć wiadomościom nie prawdziwym, czy przekręconym, co w nich budzi rozterkę. Ale co więcej, atakują Kościół również i od wewnątrz, między innymi w ten sposób, ze zdołali wprowadzić w szeregi Kościoła, a może i w szeregi hierarchii katolickiej swoich ludzi, świadomie pracujących nad jego zniszczeniem.

Od ukazania się tej broszury upłynęło niemal równo osiem lat. (Piszę niniejsze słowa na przełomie maja i czerwca 1977 roku, a na końcu owej broszury napisałem, że ukończyłem jej pisanie 2 lipca 1969).

Wypadki biegną dzisiaj szybko. osiem lat, to jest długi okres.

Broszura moja nie utraciła, mimo upływu owych ośmiu lat, wartości. To co w niej napisałem, nie przestało być aktualne. Nie zmieniłem wyrażonych w tej broszurze poglądów. Podtrzymuję mniej więcej wszystko, co w niej napisałem. Tych, co jej nie czytali, gorąco namawiam, by się z nią zapoznali.

Ale upływ czasu niesie z sobą nowe zagadnienia, nowe doświadczenia, nowe hasła, nowe argumenty dyskusyjne i propagandowe. Sytuacja jest dzisiaj odrobinę już inna, niż była w 1969 toku. I dlatego wydaje mi się koniecznym zabrać głos na te same tematy ponownie.

Nie zamierzam powtarzać tu tego, co już napisałem w broszurze. Choć może tu i ówdzie, wyjątkowo, jakąś myśl wyłuszczę powtórnie, uważając, że jest ona szczególnie ważna i że musi na nią być położony nacisk. Raczej jednak zamierzam poruszyć tu kwestie szczególnie aktualne dzisiaj. Będzie to więc raczej uzupełnieniem mej broszury, niż jej przypomnieniem.

Jędrzej Giertych